„Trudno, trup zostaje ja się wyprowadzam”,
„Zakładałeś moje majtki!?”
czy „Burger z sieciówki przy majorkańskim wygląda jak ponton przy Riva aquarama”
Te cytaty zdradzają wszechstronność tej książki. Wielopoziomowa narracja, retrospekcje w retrospekcjach, pomieszanie świata fikcji, którą wymyśla główny bohater, z fikcją, którą wymyśla autor, to wszystko nie pozostawia czytelnika obojętnym. Czyta się jednym tchem robiąc pauzy na niepohamowane wybuchy śmiechu. I dowiadując przy okazji, jak się gotuje frito mallorquin i zamawia duże piwo w barze. I że hiszpańska biurokracja jest jeszcze gorsza niż polska. Chociaż główny bohater jest Anglikiem, autorem poczytnych poradników psychologicznych, który kupił stary dom do remontu w małym sennym miasteczku. I w nim zamieszkał. Robert miał nadzieję, że w spokoju zajmie się pisaniem następnej książki, ale nadzieje okazały się płonne. Wpakował się w poważne kłopoty, a jakie to proszę przeczytać.